Etyka w naszym życiu

Komentarze do poprzedniego wpisu zdominowane zostały przez tematykę mięsożerstwa, zatem tutaj odwołam się do tego właśnie aspektu.

Część komentujących określiła moje zachowanie jako niedojrzałe, dziecinne, pozostające pod wpływem kolorowych gazetek itd. Pominę na razie motywację i zapytam: w którym miejscu nasze poglądy rozchodzą się? Moje wyglądają następująco:

  1. jako istoty zdolne do myślenia abstrakcyjnego osiągamy wyższy stopień rozwoju czyniąc dobrze, a pogrążamy się czyniąc źle,
  2. zadawanie cierpienia jest złe i należy tego unikać,
  3. zwierzęta zdolne są do cierpienia,
  4. zadawanie cierpienia zwierzętom jest złe,
  5. zwierzęta wykorzystywane w charakterze elementu procesu produkcyjnego cierpią,
  6. jesteśmy w stanie funkcjonować jako gatunek bez spożywania mięsa,
  7. przedłużenie naszego życia o kilka lat i uprzyjemnianie naszych posiłków nie jest usprawiedliwieniem dla zadawania takiego cierpienia, a jest jednym z elementów przytępiających naszą wrażliwość
W którym miejscu Wasze światopoglądy rozmijają się z moim?

A może po prostu ratujecie się cynizmem, aby nie ześwirować z powodu rozbieżności rzeczywistości i sumienia?

Nie sugeruję się kolorowymi pisemkami ani słowami aktywistów. Nie jestem fanatykiem zdrowej żywności, nie jestem też lewakiem - po prostu nie mam w zwyczaju dla wygody ignorować faktów.

Dyskutantów poddających w wątpliwość moją dojrzałość emocjonalną proszę o uzasadnienie - w jaki sposób zawartość poprzedniego wpisu świadczy o braku mojej dojrzałości?

Dlaczego jesteśmy takimi podłymi istotami?

Po prostu nie jestem w stanie tego zrozumieć...

Prawie wszyscy zgodnie pożeramy mięso. Mimo, że każdy tak naprawdę jest świadomy warunków, w jakich takie powszechnie dostępne mięso jest "produkowane". I co? I nic.

Na reklamach w supermarketach uśmiechnięty czyściutki rzeźnik prezentuje nam piękny ochłap ciała jakiegoś stworzenia.

Nie musimy go jeść. Da się żyć bez jedzenia mięsa, są ludzie udowadniający nam to swoim życiem. Ktoś powie, że to może być szkodliwe dla zdrowia. Ok, ale dlaczego miliony ludzi palą wyłącznie dla (na początku) podniesienia poczucia własnej wartości lub (później) zaspokojenia nałogu / smaku? To znacznie bardziej niszczy zdrowie, a nie ratuje naszych sumień.

Jak możemy żyć spokojnie, przeżywać nowe doznania, podróżować, kiedy kawałek dalej dzieją się tragedię?

Dlaczego nikogo nie wzrusza, że własnymi podatkami funduje misje wojskowe mieszające w innych krajach?

Wygodnie oddzielamy problem od siebie za pomocą ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych. Ale przecież bez naszej aprobaty nie byłoby w ogóle problemu!

Czemu ludzie z tego kraju nie otrząsną się z pasożytów, jakimi są elementy aparatu komunistycznego wciąż czujące się u nas jak pączki w maśle?

Czemu jesteśmy wszyscy tacy bylejacy? Dlaczego skoncentrowałem się na praktycznych aspektach niektórych nauk scisłych? Dlaczego nie znam dobrze historii swojego kraju? Dlaczego nie rozumiem dobrze ekonomii?

Dlaczego jedynym sposobem na wyciśnięcie z nas sensownej produktywności jest kapitalizm? Dlaczego trzeba nas do tego ustawić w opozycji do siebie?

Dlaczego jedynym sposobem na to, aby ludzie dzielili się swoimi zasobami są zagrywki socjalistyczne?

Dlaczego nikt nie czuje się winny jawnych wzajemnych naciągań w postaci chociażby marketingu?

Dlaczego większość ludzi to bezmyślne tępe istoty żyjące serialami i meczami w TV bez żadnych możliwości twórczych?

Dlaczego ludzie bez wątpliwości i refleksji przyjmują narzucane systemy religijne niejednokrotnie naznaczone krwią ofiar prześladowań?

I na koniec - jak żyć dalej po zadaniu sobie tych pytań?